Na początek chciałabym podziękować, za wszystkie bardzo pozytywne komentarze, które bardzo motywują do dalszego pisania, dzięki, że mnie wspieracie :*
Drogi anonimie, niestety muszę Cię zawieźć, ale moi bohaterowie nadal będą się zwracać do Violetty - Tini, bo tak jest od początku, tak to sobie wymyśliłam i tak zostanie. : ))
A teraz rozdział XD
Pablo
Angie wpadła do sali Gregorio jak burza, gdy tylko powiedziała, że jest jakiś problem zauważyłem na twarzy Gregorio uśmiech. Co to jest za człowiek? Cieszy się zawsze jak coś idzie nie po naszej myśli, wcale bym się nie zdziwił gdyby to on maczał w tym palce. No ale nieważne, muszę się teraz dowiedzieć, co to za problem i szybko go rozwiązać.
- Angie, powiesz mi wreszcie o co chodzi..
- Pablo, ktoś zadzwonił do tego teatru w którym mają występować nasi uczniowie i całkowicie odwołał nasz występ - powiedziała cicho
- CO? - krzyknąłem. Wszyscy się na mnie spojrzeli, nie ma się co dziwić, bo wydarłem się jak poparzony. - Skąd to wiesz? - zapytałem znacznie ciszej.
- Zadzwoniłam dziś do teatru, żeby się upewnić czy wszystko na pewno jest dobrze. Ale najgorsze jest to, że nasz termin zarezerwował ktoś inny, a najbliższy jest za dwa miesiące - powiedziała smutno.
- Pablo, wszystko dobrze? - zapytała Francesca.
- Jakby to powiedzieć.. - zacząłem. Oczywiście nie dane było mi skończyć, bo wszechwiedzący Gregorio wkroczył do akcji.
- Wasz kochany pan dyrektor próbuje wam powiedzieć, że nie wystąpicie z okazji 10 rocznicy studio - powiedział z głupim uśmieszkiem, gdyby mógł to pewnie by tu odstawił taniec szczęścia albo zwycięstwa.
- Przykro mi dzieciaki - powiedziałem smutno. - Ale ktoś odwołał naszą rezerwację, obawiam się, że to koniec prób i przygotowań.. Możecie się rozejść.
Violetta
To niemożliwe, jak ktoś mógł zrobić coś takiego? Pablo tak bardzo się cieszył na ten występ, tyle się do niego przygotowywaliśmy, tyle siły i serca w to włożyliśmy i tak ma się to skończyć? Nie, tak nie może być. Całą paczką staliśmy pod plakatem, wszyscy zastanawialiśmy się co możemy zrobić, żeby uratować nasz występ.
- Ej - krzyknęła nagle Ludmi. - Pamiętacie ten teatr, w którym zawsze wystawialiśmy przedstawienia?
- No jasne - powiedziała uśmiechnięta Fran. - Może tam mają wolny termin, Musimy iść szybko do Pablo. No dalej chodźcie! - krzyknęła biegnąc w stronę pokoju nauczycieli.
- PABLO!! - krzyknęliśmy wszyscy wbiegając do ich pokoju.
- Co się stało? - powiedział zdziwiony. Na szczęście w pokoju nauczycieli był tylko on i Angie.
- Mamy pomysł - powiedział Maxi.
- Pamiętasz ten teatr, w którym zawsze wystawialiśmy przedstawienia? - uśmiechnęła się Ludmi.
- Jasne, jesteście genialni. Zaraz tam zadzwonię - powiedział uradowany, wyciągnął telefon i wyszedł na korytarz. Wszyscy złapaliśmy się za ręce i czekaliśmy na jakieś informacje.
- Słuchajcie, jesteście genialni - powiedział wchodząc do środka. - Występ się odbędzie, teraz tylko trzeba wszystkich poinformować o zmianie miejsca, ale tym zajmę się ja z Angie - uśmiechnął się do nas. Zaczęliśmy klaskać, skakać z radości. Udało nam się, tak strasznie się cieszyliśmy.
- Pablo, mam do Ciebie pytanie - zaczęłam. - Właściwie mamy. Chcielibyśmy się zapytać, czy Luca może wystąpić z nami, chociaż w jednej piosence - Fran ścisnęła moją rękę, wiedziałam, że jest mi wdzięczna, że to ja zadałam to pytanie.
- Jasne - powiedział uśmiechnięty Pablo. - To żaden problem, jeśli ma tylko ochotę.
Przytuliłyśmy się z Fran, wszystko nam się dziś udawało. Od razu pobiegłyśmy do Resto, żeby powiedzieć o tym Luce, bardzo się ucieszył, zresztą jak my wszyscy. Fran obiecała, że mu pomoże, tak żeby był przygotowany do występu.
Przez cały tydzień codziennie ćwiczyliśmy wiele godzin, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik, żeby nasz występ był idealny. A między próbami organizowaliśmy nasz mini obóz dla dzieciaków. Wszyscy się w to zaangażowaliśmy, Luca ciągle nam dziękował za pomoc i w ogóle.
Dzień przed występem
- Violetta - usłyszałam wołanie taty, o co mogło mu chodzić? Od razu skierowałam się do gabinetu, bo na pewno to właśnie tam na mnie czekał. - Mam dla ciebie niespodziankę - powiedział, kiedy weszłam do środka.
- Jaką? - zdziwiłam się.
- Szkoła już się skończyła, więc jutro rano wyjeżdżamy do Barcelony. Ty, ja i Broadway - powiedział uśmiechając się.
- To niemożliwe, nie jutro - powiedziałam smutno.
- Wujku wołałeś mnie - powiedział Louie wchodząc do środka. - Tini, czemu jesteś smutna?
- Jutro wyjeżdżamy w trójkę do Barcelony - wytłumaczyłam mu, tata cały czas się uśmiechał. I z czego on się cieszy?
- Jutro? - Broadway też się zasmucił.
- Co wam nie pasuje z tym jutrem? - zapytał lekko podenerwowany tata.
- Wujku, bo my mamy jutro ten występ z okazji 10 rocznicy - wytłumaczył Louie.
- Ale na pewno ktoś może was zastąpić - powiedział stanowczo. - Przykro mi, ale wszystko już jest ustalone, bilety są już zarezerwowane. Jedziemy jutro, postanowione. A teraz muszę was przeprosić, ale mam dużo pracy - powiedział i zaczął przeglądać papiery leżące na biurku. Wyszliśmy z jego gabinetu i załamani usiedliśmy w salonie.
- I co teraz ? - zapytałam.
- Nie ma pojęcia. Chyba musimy o tym powiedzieć reszcie. Chodź, na pewno są w Resto - wstał i pociągnął mnie za rękę.
Broadway
Tyle czasu się do tego przygotowywaliśmy, a w jednej minucie wszystko legło w gruzach. Jak mamy im to powiedzieć? Czemu wujek nam to robi, wie jakie to dla nas ważne. Wiele razy rozmawialiśmy o tym występie, nawet się cieszył, że będziemy mogli pokazać swój talent, a teraz robi nam coś takiego..
Oczywiście nie myliłem się, wszyscy byli w Resto. Chociaż jeden plus, powiemy to raz i nie będziemy musieli powtarzać. Objąłem Tini ramieniem, jest kompletnie załamana, no ale jakoś musimy przez to przejść.
Naty
W drzwiach zobaczyłam Viole i Broadway'a widać było, że są smutni , coś musiało się stać. Kiedy podeszli do nas Broadway od razu przeszedł do sedna sprawy.
- Słuchajcie, mamy złą wiadomość. Nie będzie nas jutro, wyjeżdżamy do Barcelony i nic nie możemy na to poradzić, wujek jest nieugięty
- Poważnie? - zapytał Maxi. - Powiedzcie, że to jakiś głupi żart.
- Jak widzisz, raczej nie jest nam do śmiechu - powiedziała smutno Viola, Leon od razu podszedł do Violi i ją przytulił. Ale się porobiło, ja chodzę o kuli, Marco nie będzie teraz jeszcze Viola i Broadway wyjeżdżają. Masakra.
Chyba taki trochę bez sensu ten rozdział.. W ogóle ciężko dziś było z weną, no ale sami ocenicie czy wam się podoba : )
MartuLLa
niedziela, 19 maja 2013
sobota, 18 maja 2013
17.
Francesca
- Fran.. - zaczął Luca. - Przepraszam, że Ci to robię, ale musisz zrezygnować ze studio.
- Co? Nie to nie możliwe - miałam łzy w oczach. - Dlaczego?
- Nie stać nas na Twoją szkołę. Resto jest strasznie zadłużone - powiedział smutno. - Muszę to wszystko pospłacać, więc nie będę miał pieniędzy na czesne.. - świat mi się zawalił, wiedziałam, że ostatnio musimy inwestować w Resto więcej niż zawsze, zresztą występowaliśmy tutaj, żeby zebrać trochę kasy, ale nie myślałam, że tak to się skończy. Nie chcę rezygnować ze studio, nie mogę..
- Fran, nie martw się, coś wymyślimy - powiedziała Naty i mnie przytuliła. - Został tylko miesiąc szkoły, później mamy wakacje i pomożemy wam w Resto.
- Właśnie - powiedział Napo. - Będziemy pracować jako kelnerzy, nie będziesz nam musiał płacić i trochę odbudujesz kondycję Resto. Będzie dobrze, a Fran nadal będzie mogła chodzić do studio - uśmiechnął się do nas.
- Będziemy też organizować różne występy, konkursy dla najmłodszych - dodała Ludmi. - Na pewno wyjdziecie na prostą i wszystko będzie jak dawniej.
- Możemy też zorganizować letnią szkółkę tańca i śpiewu dla dzieci - powiedziała Viola. - Będziemy ich uczyć tańczyć i śpiewać, dzięki temu sami będziemy ćwiczyć a pieniądze z kursu przeznaczymy na Resto. Co wy na to?
- Genialny pomysł - powiedział Broadway. - Luca musisz się na to zgodzić.
- Oczywiście, że się zgadzam. I bardzo wam dziękuję za zaangażowanie, to wiele dla mnie znaczy - uśmiechnął się do moich przyjaciół.
- Mam pomysł - krzyknęła Tini. - Pogadam z Pablo, żeby Luca wystąpił z nami na rocznicy studio, trochę się zareklamuje i będzie nam łatwiej przyciągnąć klientów - uśmiechnęła się do mnie. Genialny pomysł.
- Zauważyliście, że Tini ma ostatnio tylko dobre pomysły - zaśmiałam się, a reszta razem ze mną.
- No wiecie, ma się swoje zdolności - powiedziała rozbawiona Viola. - Poza tym, ktoś musi je mieć, skoro wy ich nie macie.
Tydzień później.
Violetta
"Wszyscy odzyskaliśmy już dawne głosy, po chrypkach nie ma śladu. Zaczęliśmy próby, które wychodzą nam świetnie. Najgorzej idzie nam na zajęciach u Gregorio, cały czas na nas krzyczy i nic nam nie wychodzi, a jak tańczymy sami to jest super. Marco nam wczoraj powiedział, że nie może z nami wystąpić, trochę szkoda, ale ma swoje prywatne sprawy i rozumiemy to. Naty też z nami nie wystąpi, coś jej się stało w kostkę, na zajęciach u Gregorio i musi chodzić o kulach. Cały czas mamy nadzieję, że do występu jej przejdzie i zaśpiewa z nami.. Louie mieszka z nami już tydzień, atmosfera w domu bardzo się zmieniła, jest niesamowicie wesoło. Broadway z tatą cały czas żartują, wszyscy ciągle się śmiejemy. Kiedyś tata kręcił nosem jak przychodziło do mnie dużo osób, teraz dom cały czas jest pełny, odkąd Louie się wprowadził, cały czas ktoś do nas przychodzi. A mój tata cały czas powtarza "Ten dom jest otwarty dla młodzieży", a skoro to mówi, to razem z Broadway'em to wykorzystujemy. Fajnie, że z nami mieszka, przynajmniej nie czuję się taka samotna.
Pamiętniczu, to ja i mój najlepszy pod słońcem kuzyn !!! Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, staliśmy się "NAJLEPSZYMI PRZYJACIÓŁKAMI", specjalnie napisałam przyjaciółkami, bo robimy razem dosłownie wszystko, ostatnio byliśmy nawet na zakupach i nie uwierzysz, Louie przymierzał sukienkę, żałuję, że nie zrobiłam mu zdjęcia, ale nie byłam w stanie, bo za bardzo się śmiałam. Cami cały czas chodzi i mi dziękuję, za to, że załatwiłam, żeby Broadway u nas mieszkał, dzięki temu może się z nim spotykać i widzę jacy są razem szczęśliwi. W ogóle Braco ostatnio mi powiedział, że jest z Leną. EXTRA !! Bardzo się cieszę, bo kiedyś z Fran ich śledziłyśmy i wyglądali razem uroczo *.* Wiem jesteśmy trochę zakręcone, ale jakby nie patrzeć w naszej paczce ktoś co chwilę kogoś śledzi. Taki mamy zwyczaj. Zupełnie nie wiem po co to robimy, ale to takie śmieszne. A najlepsze jest potem udawanie, że o niczym nie wiemy, a tak naprawdę każdy już wie, co się wydarzyło pomiędzy śledzoną dwójką. Zaraz ma przyjść do mnie Leon, ale znając chłopaków znowu będą siedzieć u Broadway'a w pokoju i tyle będę się widzieć z Leonem. Na szczęście przyjdzie też Cami, więc nie będę się nudzić. O ktoś dzwoni, to na pewno Cami i Leon. Lecę otworzyć, bo temu leniowi się nigdy nie chce zejść na dół. Co ja z nim mam ???"
Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi, w których stali Leon, Cami i Andres.
- Wzięliśmy go ze sobą, bo jęczał, że się nudzi - uśmiechnął się Leon.
- Jasne - uśmiechnęłam się do nich. - Wchodźcie. Louie siedzi u siebie w pokoju, bo jest zbyt leniwy, żeby zejść na dół.
- Słyszałem - powiedział Broadway, który pojawił się koło mnie. - Po co mam schodzić i otwierać drzwi, skoro moja służąca Tini zrobi to za mnie - pokazał mi język.
- Osz ty - powiedziałam i zaczęłam go łaskotać, nie musieliśmy długo czekać, żeby reszta się do nas dołączyła. Cami pomagała mi łaskotać Broadway'a, ale miałyśmy małe szanse, bo ich było 3 a my tylko dwie. Do salonu weszła uśmiechnięta Olga.
- Dzieciaki - powiedziała głośno. - Chcecie coś do picia?
- Poprosimy soku - powiedział Louie. - Dzięki Olgito.
Skończyliśmy to łaskotanie się nawzajem i poszliśmy na górę. Oczywiście nie myliłam się, chłopaki poszli do pokoju Broadway'a, więc my poszłyśmy do mnie. Zaczęłyśmy sobie gadać o wszystkim, śmiałyśmy się do upadłego. Jadłyśmy ciastka, które przyniosła nam Olga, kiedy nam je dawała powiedziała, że przyniosła tylko dla nas, bo oni nie zasłużyli. Nagle dostałam sms-a od Leona, zdziwiłam się, przecież mógł przyjść i mi to powiedzieć, otworzyłam wiadomość i zobaczyłam filmik.
- Cami zobacz - pokazałam przyjaciółce telefon. Zaczęłyśmy się śmiać jak nienormalne. Ach Ci nasi chłopacy i Andres. Kiedy się trochę opanowałyśmy zadzwonił mój telefon, to był Leon. Nadal nie rozumiem czemu nie może po prostu tu przyjść.
- Fran.. - zaczął Luca. - Przepraszam, że Ci to robię, ale musisz zrezygnować ze studio.
- Co? Nie to nie możliwe - miałam łzy w oczach. - Dlaczego?
- Nie stać nas na Twoją szkołę. Resto jest strasznie zadłużone - powiedział smutno. - Muszę to wszystko pospłacać, więc nie będę miał pieniędzy na czesne.. - świat mi się zawalił, wiedziałam, że ostatnio musimy inwestować w Resto więcej niż zawsze, zresztą występowaliśmy tutaj, żeby zebrać trochę kasy, ale nie myślałam, że tak to się skończy. Nie chcę rezygnować ze studio, nie mogę..
- Fran, nie martw się, coś wymyślimy - powiedziała Naty i mnie przytuliła. - Został tylko miesiąc szkoły, później mamy wakacje i pomożemy wam w Resto.
- Właśnie - powiedział Napo. - Będziemy pracować jako kelnerzy, nie będziesz nam musiał płacić i trochę odbudujesz kondycję Resto. Będzie dobrze, a Fran nadal będzie mogła chodzić do studio - uśmiechnął się do nas.
- Będziemy też organizować różne występy, konkursy dla najmłodszych - dodała Ludmi. - Na pewno wyjdziecie na prostą i wszystko będzie jak dawniej.
- Możemy też zorganizować letnią szkółkę tańca i śpiewu dla dzieci - powiedziała Viola. - Będziemy ich uczyć tańczyć i śpiewać, dzięki temu sami będziemy ćwiczyć a pieniądze z kursu przeznaczymy na Resto. Co wy na to?
- Genialny pomysł - powiedział Broadway. - Luca musisz się na to zgodzić.
- Oczywiście, że się zgadzam. I bardzo wam dziękuję za zaangażowanie, to wiele dla mnie znaczy - uśmiechnął się do moich przyjaciół.
- Mam pomysł - krzyknęła Tini. - Pogadam z Pablo, żeby Luca wystąpił z nami na rocznicy studio, trochę się zareklamuje i będzie nam łatwiej przyciągnąć klientów - uśmiechnęła się do mnie. Genialny pomysł.
- Zauważyliście, że Tini ma ostatnio tylko dobre pomysły - zaśmiałam się, a reszta razem ze mną.
- No wiecie, ma się swoje zdolności - powiedziała rozbawiona Viola. - Poza tym, ktoś musi je mieć, skoro wy ich nie macie.
Tydzień później.
Violetta
"Wszyscy odzyskaliśmy już dawne głosy, po chrypkach nie ma śladu. Zaczęliśmy próby, które wychodzą nam świetnie. Najgorzej idzie nam na zajęciach u Gregorio, cały czas na nas krzyczy i nic nam nie wychodzi, a jak tańczymy sami to jest super. Marco nam wczoraj powiedział, że nie może z nami wystąpić, trochę szkoda, ale ma swoje prywatne sprawy i rozumiemy to. Naty też z nami nie wystąpi, coś jej się stało w kostkę, na zajęciach u Gregorio i musi chodzić o kulach. Cały czas mamy nadzieję, że do występu jej przejdzie i zaśpiewa z nami.. Louie mieszka z nami już tydzień, atmosfera w domu bardzo się zmieniła, jest niesamowicie wesoło. Broadway z tatą cały czas żartują, wszyscy ciągle się śmiejemy. Kiedyś tata kręcił nosem jak przychodziło do mnie dużo osób, teraz dom cały czas jest pełny, odkąd Louie się wprowadził, cały czas ktoś do nas przychodzi. A mój tata cały czas powtarza "Ten dom jest otwarty dla młodzieży", a skoro to mówi, to razem z Broadway'em to wykorzystujemy. Fajnie, że z nami mieszka, przynajmniej nie czuję się taka samotna.
Pamiętniczu, to ja i mój najlepszy pod słońcem kuzyn !!! Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, staliśmy się "NAJLEPSZYMI PRZYJACIÓŁKAMI", specjalnie napisałam przyjaciółkami, bo robimy razem dosłownie wszystko, ostatnio byliśmy nawet na zakupach i nie uwierzysz, Louie przymierzał sukienkę, żałuję, że nie zrobiłam mu zdjęcia, ale nie byłam w stanie, bo za bardzo się śmiałam. Cami cały czas chodzi i mi dziękuję, za to, że załatwiłam, żeby Broadway u nas mieszkał, dzięki temu może się z nim spotykać i widzę jacy są razem szczęśliwi. W ogóle Braco ostatnio mi powiedział, że jest z Leną. EXTRA !! Bardzo się cieszę, bo kiedyś z Fran ich śledziłyśmy i wyglądali razem uroczo *.* Wiem jesteśmy trochę zakręcone, ale jakby nie patrzeć w naszej paczce ktoś co chwilę kogoś śledzi. Taki mamy zwyczaj. Zupełnie nie wiem po co to robimy, ale to takie śmieszne. A najlepsze jest potem udawanie, że o niczym nie wiemy, a tak naprawdę każdy już wie, co się wydarzyło pomiędzy śledzoną dwójką. Zaraz ma przyjść do mnie Leon, ale znając chłopaków znowu będą siedzieć u Broadway'a w pokoju i tyle będę się widzieć z Leonem. Na szczęście przyjdzie też Cami, więc nie będę się nudzić. O ktoś dzwoni, to na pewno Cami i Leon. Lecę otworzyć, bo temu leniowi się nigdy nie chce zejść na dół. Co ja z nim mam ???"
Zbiegłam na dół i otworzyłam drzwi, w których stali Leon, Cami i Andres.
- Wzięliśmy go ze sobą, bo jęczał, że się nudzi - uśmiechnął się Leon.
- Jasne - uśmiechnęłam się do nich. - Wchodźcie. Louie siedzi u siebie w pokoju, bo jest zbyt leniwy, żeby zejść na dół.
- Słyszałem - powiedział Broadway, który pojawił się koło mnie. - Po co mam schodzić i otwierać drzwi, skoro moja służąca Tini zrobi to za mnie - pokazał mi język.
- Osz ty - powiedziałam i zaczęłam go łaskotać, nie musieliśmy długo czekać, żeby reszta się do nas dołączyła. Cami pomagała mi łaskotać Broadway'a, ale miałyśmy małe szanse, bo ich było 3 a my tylko dwie. Do salonu weszła uśmiechnięta Olga.
- Dzieciaki - powiedziała głośno. - Chcecie coś do picia?
- Poprosimy soku - powiedział Louie. - Dzięki Olgito.
Skończyliśmy to łaskotanie się nawzajem i poszliśmy na górę. Oczywiście nie myliłam się, chłopaki poszli do pokoju Broadway'a, więc my poszłyśmy do mnie. Zaczęłyśmy sobie gadać o wszystkim, śmiałyśmy się do upadłego. Jadłyśmy ciastka, które przyniosła nam Olga, kiedy nam je dawała powiedziała, że przyniosła tylko dla nas, bo oni nie zasłużyli. Nagle dostałam sms-a od Leona, zdziwiłam się, przecież mógł przyjść i mi to powiedzieć, otworzyłam wiadomość i zobaczyłam filmik.
- Cami zobacz - pokazałam przyjaciółce telefon. Zaczęłyśmy się śmiać jak nienormalne. Ach Ci nasi chłopacy i Andres. Kiedy się trochę opanowałyśmy zadzwonił mój telefon, to był Leon. Nadal nie rozumiem czemu nie może po prostu tu przyjść.
- Gdzie jesteś ? - usłyszałam w słuchawce. Gorzej mu czy co? Przecież doskonale to wie.
- W domu - odpowiedziałam śmiejąc się.
- Jak to w domu? Przecież to ja jestem u Ciebie w domu - Cami zaczęła się z niego śmiać, bo włączyłam głośnomówiący. - Poważnie jesteście w domu? Myśleliśmy, że gdzieś poszłyście - słyszałam, że się śmiał.
- Cami im chyba na serio jest gorzej - szepnęłam do przyjaciółki.
- TOBIE JEST GORZEJ !! - wrzasnął Louie do telefonu. Znowu zaczęłyśmy się śmiać. - Camila, słyszę Cię i wiem, że się ze mnie śmiejesz. A to wcale nie jest zabawne - Cami jeszcze bardziej zaczęła się śmiać. Usłyszałyśmy szmery i dosłownie po 30 sekundach pukanie do drzwi. Otworzyłam a w drzwiach stali chłopacy, trudno powiedzieć czy się uśmiechali czy nie, bo mieli jakieś wykrzywione twarze.
- Zamawiały panie dwóch przystojniaków i Andresa? - powiedział Leon
- No dzięki stary - powiedział Andres i udał obrażonego.
- Andresa widzę, a gdzie Ci przystojniacy? - zapytała Cami, która nie mogła powstrzymać śmiechu.
- Taka jesteś, dobra. - powiedział. - Ramallo, czy mógłbyś tu przyjść? - krzyknął Louie. Ramallo niemal od razu pojawił się w drzwiach mojego pokoju.
- W czym mogę pomóc? - powiedział uprzejmie.
- Te oto damy twierdzą, że nie jesteśmy przystojni - wytłumaczył Broadway. - Możesz powiedzieć co Ty o tym myślisz?
- Ja... Eeee.. - zaczął jąkać się Ramallo. Postanowiłam mu pomóc.
- Oj Louie, Louie. Daj biednemu Ramallo spokój, na pewno ma dużo pracy - uśmiechnęłam się do przyjaciele mojego taty. - Poza tym, serio chcesz, żeby to czy jesteś przystojny oceniał facet? - zaczęłam się śmiać, a Cami i Ramallo ze mną. Broadway spojrzał się spod byka na Ramallo, który trochę się zmieszał i odchodząc powiedział:
- Mój błąd.
Wreszcie doszliśmy do jakiegoś porozumienia i po długich rozmowach przyznałyśmy chłopakom, że są przystojni. Cała trójka, bez wyjątku. Cieszyli się jak dzieci, a ja z Cami miałyśmy z nich niezły ubaw. Resztę wieczoru spędziliśmy w piątkę, rozmawiając o naszym występie, który ma się odbyć dokładnie za tydzień, nawet trochę potańczyliśmy, żeby poćwiczyć choreografię, a później Cami, Leon i Andres poszli do domu. Razem z Broadway'em poszłam do kuchni, stwierdziliśmy, że musimy trochę pomęczyć Olgę. Zachowywaliśmy się jak małe dzieci, co chwilę pytając się jej: "Po co?" albo "Dlaczego?" wyraźnie miała nas dosyć, bo wyrzuciła nas z kuchni i kazała wrócić rano na śniadanie. Roześmiani poszliśmy do pokoju Broadway'a i na skype zadzwoniliśmy do jego rodziców.
Następnego dnia. Studio.
Pablo
Razem z Beto rozwiesiliśmy plakat promujący rocznicę, w sumie są na nim tylko najlepsi uczniowie i nie ma wzmianki o rocznicy naszego studio, ale i tak nam się podoba. Oczywiście spodziewam się protestów, bo na plakacie jest Diego, niestety plakat został wykonany zanim policja zabrała Diego, a ja nie miałem ani czasu ani pieniędzy, żeby zamówić nowy plakat, więc ten musi zostać.
- Fajny ten plakat - uśmiechnęła się do mnie. Zauważyłem, że ma przy sobie tylko jedną kulę. To znaczy, że z jej nogą jest coraz lepiej i może będzie mogła wystąpić. - Szkoda tylko, że Diego na nim jest. Pablo radzę Ci przygotować się na protesty - powiedziała i weszła do szkoły.
- Wiem Naty, wiem - powiedziałem do jej pleców. Ku mojemu zdziwieniu obyło się bez protestów, każdy był zadowolony z tego, że znalazł się na plakacie i jakby zupełnie pomijali to, że był tam też Diego.
- Zobaczcie na Andresa - zaśmiała się Viola.
- A Maxi jak zwykle ze słuchawkami - zauważyła Francesca.
- A Tini jest taka gruba, że musieli wstawić takie OGROMNE zdjęcie z nią - powiedział Broadway i pokazał Violi język.
- Cieszę się, że wam się podoba - powiedziałem podchodząc do nich.
- Jest świetny i doskonale pokazuje jacy jesteśmy naprawdę - powiedziała Camila i uśmiechnęła się.
- Oto chodziło, a teraz chodźcie na zajęcia, chyba, że chcecie mieć przechlapane u Gregorio - uśmiechnąłem się do nich i zagnałem do klasy. Występ musi być dopięty na ostatni guzik, nic nie może się posypać. Poszedłem z nimi na zajęcia, żeby zobaczyć jak sobie radzą, według mnie szło im bardzo dobrze, ale Greogio oczywiście ma inne zdanie, cały czas się na nich wyżywa, krzyczy i krytykuje.
- Pablo dobrze, że jesteś - powiedział, kiedy mnie zauważył. - Występu na rocznicę studio nie będzie, oni nie potrafią tańczyć, tylko nie potrzebnie narobimy sobie wstydu.
- Gregorio nie przesadzaj, radzą sobie bardzo dobrze - zauważyłem.
- A co Ty możesz o tym wiedzieć? - powiedział wściekły.
- Masz racje, przecież jestem tylko choreografem, zupełnie nie znam się na tańcu - zauważyłem sarkastycznie, a uczniowie zaczęli się śmiać. Czemu Gregorio przed każdym występem musiał robić jakieś problemy, zawsze ta sama śpiewka, zupełnie nie mogę go zrozumieć..
- Pablo mamy problem.. - do klasy wbiegła zdyszana Angie.
Mam nadzieję, że wam się podoba ;)
a TUTAJ macie chłopaków, mi ostatnio bardzo poprawili humor. XD
MartuLLa.
piątek, 17 maja 2013
16.
Broadway
- Co? Jak to się wyprowadzasz? - powiedziała Cami ze łzami w oczach, już chciała wyjść, ale złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. - Nie możesz tego zrobić - powiedziała i całkiem się rozkleiła.
- Stary nic nie możesz na to poradzić? - zapytał Maxi
- Próbowałem dosłownie wszystkiego - powiedziałem smutno. - Nie wiem co jeszcze mógłbym zrobić - spojrzałem na każdego po kolei i dopiero wtedy zorientowałem się, że Tini wyszła. - Gdzie Tini? - wszyscy wydawali się być zaskoczeni, że jej nie ma, nawet Leon. Gdzie ona się podziała?
W tym samym czasie. Przed Resto.
Violetta
- Tato?
- Co się stało? - usłyszałam w słuchawce.
- Gdzie jesteś? Muszę z Tobą porozmawiać, to bardzo ważne - byłam tak poważna jak jeszcze nigdy.
- Wracam do domu - słyszałam, ze się przejął.
- Przyjedziesz do Resto?
- Nie możemy porozmawiać w domu?
- Tato, proszę. To ważne, nie mogę tak długo czekać.
- Dobrze zaraz będę - powiedział i się rozłączył. Mam nadzieję, że się zgodzi i mój plan wypali. Wcale nie musiałam długo na niego czekać, po 5 minutach był już pod Resto.
- Viola, wszystko dobrze? - zapytał zmartwiony i przytulił mnie.
- Tak, to nie o mnie chodzi - zaczęłam. - Tatusiu mam do Ciebie bardzo ważną sprawę.
- Słucham, o co chodzi ?
- Broadway z rodzicami przeprowadza się do Barcelony - powiedziałam. - A on ma tu szkołę, przyjaciół, dziewczynę i nie chce wyjeżdżać. Jesteś jedyną osobą, która może sprawić, że Louie tu zostanie. Proszę, porozmawiaj z ciocią i wujkiem - powiedziałam ze łzami w oczach. - Nie chcę, żeby Louie wyjeżdżał.
- Violu, ale ja nie mogę kazać im, żeby zostawili Broadway'a tutaj - powiedział spokojnie.
- No ale przecież mógłby mieszkać z nami, mamy taki duży dom - uśmiechnęłam się. - Ciocia i wujek mieliby pewność, że jest bezpieczny. Proszę Cię, chociaż z nimi porozmawiaj. Proszę..
- No dobrze, od razu do nich pojadę i porozmawiam o tym, ale niczego nie obiecuję - powiedział poważnie,
- Dziękuję - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. - Jesteś najlepszy.
- Wiem - uśmiechnął się. - A teraz wracaj do przyjaciół i nie wracaj za późno do domu.
- Dobrze - krzyknęłam wchodząc do Resto.
Broadway
- Tini - powiedziałem. - Gdzie byłaś?
- Musiałam coś załatwić - uśmiechnęła się. - Mam nadzieję, że mój plan wypali.
- Jaki plan? - zdziwił się Andres
- Nie mogę powiedzieć, musimy trochę poczekać. Chodźcie pośpiewać, takie siedzenie nic nam nie da - ma rację i tak nic nie wymyślimy, a przecież nie możemy psuć Naty jej urodzin.
- No już na scenę - dołączyłem się do Tini. - Chcę widzieć uśmiechy na twarzach - znowu zaczęliśmy śpiewać, bawić się, tańczyć. Całkowicie porzucając myślenie o moim wyjeździe.
- Ej - krzyknęła nagle Tini. - Wyłącznie muzykę i bądźcie cicho - to musiało być coś ważnego, inaczej nie byłaby taka poważna. Zrobiliśmy tak jak nam kazała, a ona odebrała telefon - Tak? Zgodzili się? Super, jesteś najlepszy. Kocham Cię. Tak, tak, dobrze. Pa - rozłączyła się, cieszyła się jak małe dziecko na widok lizaka.
- Mam być zazdrosny? - powiedział Leon.
- O mojego tatę? Nie musisz - powiedziała i pocałowała go w policzek. - Louie mam dla Ciebie fantastyczną wiadomość, właściwie dla nas wszystkich.
- No mów! - krzyknęliśmy razem.
- Jak mnie nie było, to byłam porozmawiać z tatą, no bo pomyślałam, że to nie może czekać i trzeba to załatwić jak najszybciej, dlatego wyszłam bez słowa..
- Tini! - krzyknąłem. - Do brzegu, co to za wiadomość?
- Nie wyjeżdżasz do Barcelony - uśmiechnęła się. - Twoi rodzice zgodzili się żebyś został tutaj i mieszkał u nas. Surprise!!!
- Mówisz poważnie? - zapytała niepewnie Cami.
- Tak, wszystko już jest ustalone. Louie zostaje z nami - wszyscy zaczęliśmy się przytulać, to była najwspanialsza wiadomość jaką usłyszałem. Podszedłem do Tini i mocno ją przytuliłem.
- Dzięki, co ja bym bez Ciebie zrobił? - uśmiechnąłem się do niej.
- Pewnie byś zginął - odpowiedziała mi uśmiechem. - Koniec tego tulenia, bawmy się dalej. Leon uczynisz mi ten zaszczyt i zaśpiewasz ze mną ?
- Z Tobą zawszę - odpowiedział uśmiechając się do niej. Weszli na scenę i zaśpiewali Voy por ti. Brzmieli razem niesamowicie, ich głosy idealnie do siebie pasowały. Do samego końca impreza była niesamowicie udana, świętowaliśmy nie tylko urodziny Naty, ale też to, że zostaję w Buenos Aires.
Następnego dnia. Studio21.
Maxi
Jestem pierwszy w studio i czekam na resztę. O idą - uśmiechnąłem się jak tylko ich zobaczyłem. Wczorajsza impreza była niesamowita, a dziś wszyscy jesteśmy ledwie żywi, ale warto było. Już dawno się tak nie wybawiłem Bardzo się cieszę, że Naty podobał się prezent ode mnie, bo bałem się, że nie przypadnie jej do gustu. Pablo nas pozabija, wszyscy mamy zdarte głosy, a Ludmi to już w ogóle ledwie mówi, na ale przejdzie nam.
- No to chodźmy na zajęcia Pablo - powiedziała zachrypnięta Ludmi, a my zaczęliśmy się śmiać. Pewnie brzmieliśmy niewiele lepiej od niej, ale to nieważne. Poszliśmy do sali, Leon podszedł do keyboardu.
- To co może sobie pośpiewamy - zażartował.
- Jasne - powiedziała Ludmi i zaczęła śpiewać Ahi estare, szybko się do niej dołączyłem. Cała reszta nie mogła wytrzymać ze śmiechu. Brzmieliśmy okropnie, oboje zachrypnięci, w ogóle nie śpiewaliśmy do rytmu, stworzyliśmy z Ludmi remix. Wyszedł przekomicznie. Kiedy wszyscy prawie leżeliśmy ze śmiechu do klasy wszedł Pablo.
- A wam co się stało ? - zapytał z uśmiechem. - No już, mam dla was ważną wiadomość. Za dwa tygodnie jest 10 rocznica Studio21, o czym na pewno dobrze wiecie, chciałem wam powiedzieć, że wszyscy wystąpicie. Każdy coś zaśpiewa.
- Super - krzyknęła Ludmi.
- Co z Twoim głosem? - zapytał przejęty Pablo.
- To nic poważnego, za parę dni mi przejdzie - uśmiechnęła się.
- Okej, tutaj macie listę piosenek, żebyście wiedzieli co przygotować - dał nam kartkę i wyszedł.
- Co? Jak to się wyprowadzasz? - powiedziała Cami ze łzami w oczach, już chciała wyjść, ale złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. - Nie możesz tego zrobić - powiedziała i całkiem się rozkleiła.
- Stary nic nie możesz na to poradzić? - zapytał Maxi
- Próbowałem dosłownie wszystkiego - powiedziałem smutno. - Nie wiem co jeszcze mógłbym zrobić - spojrzałem na każdego po kolei i dopiero wtedy zorientowałem się, że Tini wyszła. - Gdzie Tini? - wszyscy wydawali się być zaskoczeni, że jej nie ma, nawet Leon. Gdzie ona się podziała?
W tym samym czasie. Przed Resto.
Violetta
- Tato?
- Co się stało? - usłyszałam w słuchawce.
- Gdzie jesteś? Muszę z Tobą porozmawiać, to bardzo ważne - byłam tak poważna jak jeszcze nigdy.
- Wracam do domu - słyszałam, ze się przejął.
- Przyjedziesz do Resto?
- Nie możemy porozmawiać w domu?
- Tato, proszę. To ważne, nie mogę tak długo czekać.
- Dobrze zaraz będę - powiedział i się rozłączył. Mam nadzieję, że się zgodzi i mój plan wypali. Wcale nie musiałam długo na niego czekać, po 5 minutach był już pod Resto.
- Viola, wszystko dobrze? - zapytał zmartwiony i przytulił mnie.
- Tak, to nie o mnie chodzi - zaczęłam. - Tatusiu mam do Ciebie bardzo ważną sprawę.
- Słucham, o co chodzi ?
- Broadway z rodzicami przeprowadza się do Barcelony - powiedziałam. - A on ma tu szkołę, przyjaciół, dziewczynę i nie chce wyjeżdżać. Jesteś jedyną osobą, która może sprawić, że Louie tu zostanie. Proszę, porozmawiaj z ciocią i wujkiem - powiedziałam ze łzami w oczach. - Nie chcę, żeby Louie wyjeżdżał.
- Violu, ale ja nie mogę kazać im, żeby zostawili Broadway'a tutaj - powiedział spokojnie.
- No ale przecież mógłby mieszkać z nami, mamy taki duży dom - uśmiechnęłam się. - Ciocia i wujek mieliby pewność, że jest bezpieczny. Proszę Cię, chociaż z nimi porozmawiaj. Proszę..
- No dobrze, od razu do nich pojadę i porozmawiam o tym, ale niczego nie obiecuję - powiedział poważnie,
- Dziękuję - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. - Jesteś najlepszy.
- Wiem - uśmiechnął się. - A teraz wracaj do przyjaciół i nie wracaj za późno do domu.
- Dobrze - krzyknęłam wchodząc do Resto.
Broadway
- Tini - powiedziałem. - Gdzie byłaś?
- Musiałam coś załatwić - uśmiechnęła się. - Mam nadzieję, że mój plan wypali.
- Jaki plan? - zdziwił się Andres
- Nie mogę powiedzieć, musimy trochę poczekać. Chodźcie pośpiewać, takie siedzenie nic nam nie da - ma rację i tak nic nie wymyślimy, a przecież nie możemy psuć Naty jej urodzin.
- No już na scenę - dołączyłem się do Tini. - Chcę widzieć uśmiechy na twarzach - znowu zaczęliśmy śpiewać, bawić się, tańczyć. Całkowicie porzucając myślenie o moim wyjeździe.
- Ej - krzyknęła nagle Tini. - Wyłącznie muzykę i bądźcie cicho - to musiało być coś ważnego, inaczej nie byłaby taka poważna. Zrobiliśmy tak jak nam kazała, a ona odebrała telefon - Tak? Zgodzili się? Super, jesteś najlepszy. Kocham Cię. Tak, tak, dobrze. Pa - rozłączyła się, cieszyła się jak małe dziecko na widok lizaka.
- Mam być zazdrosny? - powiedział Leon.
- O mojego tatę? Nie musisz - powiedziała i pocałowała go w policzek. - Louie mam dla Ciebie fantastyczną wiadomość, właściwie dla nas wszystkich.
- No mów! - krzyknęliśmy razem.
- Jak mnie nie było, to byłam porozmawiać z tatą, no bo pomyślałam, że to nie może czekać i trzeba to załatwić jak najszybciej, dlatego wyszłam bez słowa..
- Tini! - krzyknąłem. - Do brzegu, co to za wiadomość?
- Nie wyjeżdżasz do Barcelony - uśmiechnęła się. - Twoi rodzice zgodzili się żebyś został tutaj i mieszkał u nas. Surprise!!!
- Mówisz poważnie? - zapytała niepewnie Cami.
- Tak, wszystko już jest ustalone. Louie zostaje z nami - wszyscy zaczęliśmy się przytulać, to była najwspanialsza wiadomość jaką usłyszałem. Podszedłem do Tini i mocno ją przytuliłem.
- Dzięki, co ja bym bez Ciebie zrobił? - uśmiechnąłem się do niej.
- Pewnie byś zginął - odpowiedziała mi uśmiechem. - Koniec tego tulenia, bawmy się dalej. Leon uczynisz mi ten zaszczyt i zaśpiewasz ze mną ?
- Z Tobą zawszę - odpowiedział uśmiechając się do niej. Weszli na scenę i zaśpiewali Voy por ti. Brzmieli razem niesamowicie, ich głosy idealnie do siebie pasowały. Do samego końca impreza była niesamowicie udana, świętowaliśmy nie tylko urodziny Naty, ale też to, że zostaję w Buenos Aires.
Następnego dnia. Studio21.
Maxi
Jestem pierwszy w studio i czekam na resztę. O idą - uśmiechnąłem się jak tylko ich zobaczyłem. Wczorajsza impreza była niesamowita, a dziś wszyscy jesteśmy ledwie żywi, ale warto było. Już dawno się tak nie wybawiłem Bardzo się cieszę, że Naty podobał się prezent ode mnie, bo bałem się, że nie przypadnie jej do gustu. Pablo nas pozabija, wszyscy mamy zdarte głosy, a Ludmi to już w ogóle ledwie mówi, na ale przejdzie nam.
- No to chodźmy na zajęcia Pablo - powiedziała zachrypnięta Ludmi, a my zaczęliśmy się śmiać. Pewnie brzmieliśmy niewiele lepiej od niej, ale to nieważne. Poszliśmy do sali, Leon podszedł do keyboardu.
- To co może sobie pośpiewamy - zażartował.
- Jasne - powiedziała Ludmi i zaczęła śpiewać Ahi estare, szybko się do niej dołączyłem. Cała reszta nie mogła wytrzymać ze śmiechu. Brzmieliśmy okropnie, oboje zachrypnięci, w ogóle nie śpiewaliśmy do rytmu, stworzyliśmy z Ludmi remix. Wyszedł przekomicznie. Kiedy wszyscy prawie leżeliśmy ze śmiechu do klasy wszedł Pablo.
- A wam co się stało ? - zapytał z uśmiechem. - No już, mam dla was ważną wiadomość. Za dwa tygodnie jest 10 rocznica Studio21, o czym na pewno dobrze wiecie, chciałem wam powiedzieć, że wszyscy wystąpicie. Każdy coś zaśpiewa.
- Super - krzyknęła Ludmi.
- Co z Twoim głosem? - zapytał przejęty Pablo.
- To nic poważnego, za parę dni mi przejdzie - uśmiechnęła się.
- Okej, tutaj macie listę piosenek, żebyście wiedzieli co przygotować - dał nam kartkę i wyszedł.
1. Sej Mejor
2. Are you ready for the ride?
3. Junto a Ti
4. Ven y Canta
5. Te creo
- Mało tych piosenek - zauważyła Fran.
- Wystarczy - uśmiechnął się do niej Marco.
- No to podzielmy się - uśmiechnęła się Viola. - Ser Mejor napisałam dla nas wszystkich i każdy wie, co ma śpiewać. Are you ready for the ride? jest chłopaków, także nie ma się nad czym zastanawiać. Myślę, że Junto a Ti powinny zaśpiewać Fran i Cami. Ven y Canta to kolejna piosenka dla wszystkich, a Te creo..
- Zaśpiewasz Ty - powiedziała Ludmi i uśmiechnęła się do Violi. - Wszystkim odpowiada ten podział?
- Tak - krzyknęliśmy.
- No to zaczynamy próby - powiedział Leon. - Chociaż może z próbami poczekamy do czasu aż nasze głosy wrócą do normy. Chodźmy na koktajl.
Kiedy weszliśmy do Resto, nikogo tam nie było.. Ciekawe co się stało? Zawsze są tam takie tłumy.. Fran się przestraszyła, że coś się stało Luce i od razu pobiegła to sprawdzić. Długo nie musiała go szukać, siedział w kącie przy stoliku, widać było, że jest załamany.
- Luca - powiedziała cicho Fran. - Co się stało? - chłopak podniósł głowę i spojrzał na nas wszystkich..
- Fran.. -zaczął.
MartuLLa.
czwartek, 16 maja 2013
15.
Leon
- Viola przepraszam. Jestem kompletnym głupkiem. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Proszę Cię, wybacz mi. Tak bardzo Cię kocham - mówiłem patrząc cały czas na nią.
- Ja też Cię kocham - powiedziała, ale nie patrzyła na mnie. - I nie wyobrażam sobie, życia bez Ciebie, ale nie wiem czy mogę być z kimś kto mi nie ufa.
- Ufam Ci. Po prostu miałem małe zaćmienie mózgu - zaśmiała się, to chyba dobry znak. - Proszę Cię, daj mi szansę - podniosła głowę i spojrzała na mnie.
- Leon.. - zaczęła i zrobiła coś czego wcale się nie spodziewałem, pocałowała mnie.
- Kocham Cię - szepnąłem i mocno ją przytuliłem.
- Ja Ciebie też - uśmiechnęła się. - Ale nie rób tego nigdy więcej.
- Obiecuję.
Ludmiła
Jak na najlepsze przyjaciółki przystało, nie odeszłyśmy daleko i podsłuchiwałyśmy o czym rozmawiali. Kiedy się pogodzili zaczęłyśmy skakać jak nienormalne. Jak tylko się ogarnęłyśmy pobiegłyśmy do studio. Od razu wpadłyśmy na chłopaków i wszystko im powiedziałyśmy, ucieszyli się tak samo jak my.
- Ludmi, załatwiłaś wszystko na jutro - szepnęła mi do ucha Fran.
- Tak, wszystko jest gotowe. Luca na pewno zamknie Resto jutro? - wolałam się upewnić, żeby nie było niespodzianki.
- Tak, jest całe dla nas - uśmiechnęła się Fran. Super, Naty będzie miała niezapomniane urodziny.
Następnego dnia.
Violetta.
"Wczorajszy dzień był okropny, ale ważne, że jego końcówka była piękna. Pogodziłam się z Leonem, wszystko sobie wyjaśniliśmy i mam nadzieję, że teraz już będzie dobrze, bez żadnych przeszkód. Wklejam tu nasze zdjęcie, żebym mogła sobie na nie patrzeć w każdej chwili.
Tak bardzo się cieszę, że wszystko jest dobrze. Nie przeżyłabym straty Leona, za bardzo go kocham. No ale nie o nim chciałam pisać, dzisiaj robimy urodziny Naty, w końcu nie codziennie kończy się 18 lat. Musimy to uczcić! Mamy dla niej niesamowity prezent, mam nadzieję, że jej się spodoba. Na 16:30 umówiłam się z Leonem, a na 17 idziemy do Resto. Cały czas jestem w szoku, że Luca na ten dzień zamknął Resto, żebyśmy mogli zrobić u niego imprezę. Jednak ma jakieś uczucia i nie zależy mu tylko na kasie. Im dłużej go znam, tym bardziej go lubię. Luca robi wszystko żeby pomóc Fran, ciężko pracuję, żeby ona mogła spełniać swoje marzenia. Wydaje mi się, że specjalnie jest dla nas taki niemiły, żeby nie pokazywać prawdziwego siebie, ale w końcu będzie musiał się otworzyć. No nic kończę, bo jest już 15, a muszę jeszcze się przygotować i spakować prezent dla Naty. Czuję, że ta impreza będzie bardzo udana !!!!"
Naty
Maxi mi napisał żebym na 17 przyszła do Resto, bo ma dla mnie jakąś niespodziankę. Jestem ciekawa co to.. Dzisiaj mam urodziny, a nikt oprócz Maxiego nie złożył mi życzeń, pewnie zapomnieli. Trochę mi przykro, no ale trudno. O matko już 16:30, a ja jeszcze nie gotowa. Muszę się ubrać jakoś ładnie, skoro Maxi ma dla mnie niespodziankę. Uśmiechnęłam się sama do siebie, jestem na maxa zakochana w Maxim.
Pół godziny później
Przyszłam do Resto, ale w środku nikogo nie ma. Lepiej poczekam na zewnątrz, może Maxi się chwile spóźni. Wyszłam przed bar, nie pomyliłam się.
- Naty - powiedział i pocałował mnie w policzek. - Przepraszam za spóźnienie, musiałem pomóc rodzicom. Ale już jestem i to cały Twój - uśmiechnął się, a ja się zarumieniłam. - To dla Ciebie - powiedział i wręczył mi małe pudełeczko, w środku był naszyjnik.
- Maxi on jest przepiękny, dziękuję - powiedziałam i pocałowałam go. Uśmiechnął się i założył mi mój cudowny naszyjnik
- Chodźmy na koktajl - powiedział i złapał mnie za rękę.
- Ale tam nikogo nie ma.
- Na pewno znajdzie się ktoś kto zrobi nam koktajl - uśmiechnął się i pociągnął mnie za rękę. Kiedy weszliśmy do środka, było strasznie cicho.
- Mówiła Ci, ze tu nikogo nie ma, chodźmy na spacer - już chciałam wychodzić, kiedy usłyszałam szmer, a później śmiech. Co tu jest grane? Spojrzałam na Maxiego, ale wyglądał tak, jakby też nie wiedział co tu się dzieję.
- NIESPODZIANKA !!! - krzyknęli wszyscy moi przyjaciele, którzy wyskoczyli zza stołów i baru.
- Mówiłem, ze znajdzie się ktoś, kto zrobi nam koktajl - uśmiechnął się Maxi. A jednak pamiętali i na dodatek zrobili mi taką cudowną niespodziankę. Wszyscy po kolei zaczęli składać mi życzenia, a później podeszła do mnie Tini i wręczyła mi ogromny prezent. Kazała mi od razu odpakować, żeby mogli zobaczyć moją minę. Nigdy wcześniej nie dostałam takiego śmieszego a zarazem wspaniałego prezentu. Do prezentu dołączona była laurka, własnoręcznie robiona, ciekawe kto jest taki zdolny. A na samym dole laurki napisane było:
"Jak będzie Ci źle albo smutno spójrz na nas, od razu się uśmiechniesz ; )
Tini, Leon, Maxi, Cami, Louie, Ludmi, Tomas,
Fran, Marco, Andres, Napo i Braco"
Jak tylko dojdę do domu, od razu powieszę sobie swoich przyjaciół na ścianie.
Impreza była wspaniała, tańczyliśmy, śpiewaliśmy, było extra. Nigdy wcześniej się tyle nie naśmiałam. Od tego śmiania wszystkich bolały brzuchy, ale nie przestawaliśmy żartować. Cieszę się, że mam takich fantastycznych przyjaciół, są najlepsi na świecie. Pod koniec imprezy Broadway zrobił się smutny, wszyscy to zauważyliśmy, więc na chwilę przestaliśmy się śmiać i zapytaliśmy o co chodzi.
Broadway
- I tak musiałbym wam to powiedzieć. Naty przepraszam, że psuję Ci imprezę - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie. - Ale jakoś nie potrafię być wesoły. Rodzice powiedzieli mi wczoraj, że przeprowadzamy się do Barcelony..
MartuLLa.
14.
Leon
Nareszcie zabrali Diego i wszyscy będziemy mieli święty spokój, skończy mieszać nam wszystkim w życiu. Zaraz zajęcia z Gregorio, muszę iść do szafki po strój. Poszedłem razem z Maxim i Napo, bo mamy szafki obok siebie, kiedy otworzyłem szafkę wypadł z niej liścik, na początku myślałem, że to od Violi, dlatego zanim go otworzyłem uśmiechnąłem się, ale gdy tylko go otworzyłem mój uśmiech zniknął, liścik był od Diego: "Leon nie wierze jej, znam Cię dłużej, to ja byłem Twoim przyjacielem, dzięki mnie osiągnąłeś to wszystko. Ona Cię zdradza, żebyś nie pomyślał, ze kłamie, daję Ci dowód. Wczoraj się z nią widziałem, na pewno będzie się wykręcać, ale to prawda. D" Do liściku dołączone było zdjęcie Violi i Diego.
- Na pewno, przecież nie możecie bez siebie żyć - powiedziała Cami.
- To może czas najwyższy się nauczyć - westchnęła Tini. - Nie, co ja gadam. Przecież go kocham - znowu zaczęła płakać. Wtuliła się w Cami, w tym samym momencie podbiegł do nas Leon.
- Viola.. - zaczął niepewnie, podniosła głowę. Była cała zapłakana i rozmazana. Wszystkie wstałyśmy i odeszłyśmy, żeby mogli zostać sami. Viola nadal siedziała pod drzewem, a Leon usiadł obok niej.
MartuLLa.
Nareszcie zabrali Diego i wszyscy będziemy mieli święty spokój, skończy mieszać nam wszystkim w życiu. Zaraz zajęcia z Gregorio, muszę iść do szafki po strój. Poszedłem razem z Maxim i Napo, bo mamy szafki obok siebie, kiedy otworzyłem szafkę wypadł z niej liścik, na początku myślałem, że to od Violi, dlatego zanim go otworzyłem uśmiechnąłem się, ale gdy tylko go otworzyłem mój uśmiech zniknął, liścik był od Diego: "Leon nie wierze jej, znam Cię dłużej, to ja byłem Twoim przyjacielem, dzięki mnie osiągnąłeś to wszystko. Ona Cię zdradza, żebyś nie pomyślał, ze kłamie, daję Ci dowód. Wczoraj się z nią widziałem, na pewno będzie się wykręcać, ale to prawda. D" Do liściku dołączone było zdjęcie Violi i Diego.
Nie mogę w to uwierzyć.
- Leon idziesz? - zapytał mnie Maxi. Odwróciłem się do niego, Napo już poszedł. Maxi od razu zauważył, że coś jest nie tak. - Stary, co jest?
- Sam zobacz - podałem mu liścik i zdjęcie. Był tak samo zaskoczony jak ja.
- Naprawdę myślisz, że Tini Cię z nim zdradziła. Leon, przecież ona taka nie jest. To kolejna manipulacja Diego, pogadaj z nią o tym - powiedział mój przyjaciel. - A teraz chodź na zajęcia Gregorio, bo inaczej będziemy mieli przechlapane.
Violetta
Leon przez całe zajęcia ani razu się na mnie nie spojrzał, jak były przerwy to cały czas ćwiczył z Maxim, coś musiało się stać, ale za każdym razem jak próbowałam do niego podejść zapytać, szybko szedł tańczyć albo zaczynał z kimś rozmawiać. Usiadłam zrezygnowana pod ścianą, nie chce ze mną rozmawiać, to nie, nie będę się prosić.
- Ej Tini, co jest? - koło mnie usiadł Braco.
- No właśnie, gdzie moja uśmiechnięta kuzynka? - zapytał Broadway siadając z drugiej strony. - Szybko mów nam, co się stało.
- Sama chciałabym wiedzieć - powiedziałam smutno, cały czas patrząc na Leona. Chłopcy powędrowali za moim wzrokiem.
- Louie myślę, że tu potrzebne jest babskie wsparcie - uśmiechnął się Braco.
- A ja myślę, że wystarczy iść dowiedzieć się o co chodzi - wstał i podszedł do Leona. Rozmawiali ze sobą chyba z 10 minut.
- Czemu to tak długo trwa - powiedziałam opierając głowę o kolana.
- Zaraz będziesz wszystko wiedziała, spokojnie - powiedział Braco obejmując mnie ramieniem. - Tini, trochę cierpliwości.
- Tak, tak. No a skoro już rozmawiamy, to powiedz jak tam z Leną - uśmiechnęłam się do niego.
- Chyba dobrze - zmieszał się, chciał coś ukryć.
- No już Braco, mów mi wszystko - wbiłam mu palce w żebra. - Nie możesz ukrywać przed swoją przyjaciółką takich ważnych rzeczy. MÓW!
- No dobra, już dobra. Tylko się nie drzyj. Byliśmy na paru randkach, nawet się całowaliśmy - kiedy to mówił zarumienił się. - No i chyba jesteśmy razem - powiedział wreszcie.
- To super - powiedziałam i przytuliłam go.
- Tini - zaczął poważnie Broadway. - Nie mam dla Ciebie dobrych wiadomości - usiadł koło nas i dał mi do ręki jakąś kartkę. Rozłożyłam ją i razem z Braco przeczytaliśmy to, co było napisane, potem Broadway podał mi jeszcze zdjęcie. Łzy popłynęły mi z oczu, Broadway od razu mnie przytulił. Doskonale pamiętam to zdjęcie. Zrobiliśmy je, jak udawałam, że Diego mi się podoba i sama mówiłam o tym zdjęciu Leonowi. Nie mogę uwierzyć w to, że Leon tak po prostu uwierzył w ten liścik, w to zdjęcie. Nawet nie przyszedł ze mną porozmawiać, tylko mnie unika jakbym była trędowata. Otarłam oczy i wstałam.
- Gdzie on jest? - byłam tak zdenerwowana, że sama nie wiedziałam, co mogę mu zrobić jak go zobaczę. Louie i Braco szybko się podnieśli. - Pytam się gdzie on jest?
- U Beto - powiedział szybko Broadway. Od razu skierowałam się do klasy najbardziej zakręconego nauczyciela naszego studio. Louie i Braco poszli za mną, w sumie to dobrze, w razie czego będzie miał mnie kto powstrzymać przed zrobieniem czegoś głupiego. Z hukiem otworzyłam drzwi klasy, w środku byli Leon, Maxi, Andres i Naty. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć w klasie pojawili się Tomas, Ludmi, Fran, Cami i Marco. Super, byli wszyscy. Przynajmniej nie będę musiała każdemu po kolei tłumaczyć o co chodzi. Zamknęłam drzwi, żeby nie było niepotrzebnych świadków.
- Nie mogę uwierzyć, że w to uwierzyłeś - krzyknęłam. Podałam Fran ten głupi liścik ze zdjęciem, żeby wiedzieli po co ta cała awantura. Znowu miałam łzy w oczach. Broadway objął mnie ramieniem, dając mi ogromne wsparcie.
- Ciekawe jak Ty byś zareagowała, gdybyś zobaczyła moje zdjęcie z jakąś dziewczyną - słyszałam w jego głosie smutek, ale też wkurzenie.
- Pewnie bym się wkurzyła - zaczęłam. - Ale jest drobna różnica, Ty doskonale wiedziałeś o tym zdjęciu, sama Ci o nim mówiłam.
- Skąd mam wiedzieć, że to, to samo zdjęcie? Podobno się z nim wczoraj widziałaś - krzyknął.
- Jasne. Spotykam się z nim codziennie i razem zaplanowaliśmy pobicie Tomasa - powiedziałam ironicznie. - Jak możesz w to wierzyć? Po tym wszystkim co nam zrobił, miałabym się z nim spotykać? Po co? - wybuchnęłam, łzy leciały mi strumieniami. - Poza tym nie mogłam się z nim wczoraj spotkać, bo dobrze wiesz, że.. - urwałam. Tylko Leon wie, że Angie jest moją ciocią. Pozostali nic o tym nie wiedzą.
- Że co? - powiedział arogancko.
- Że cały dzień spędziłam wczoraj z Angie! - krzyknęłam. Wszyscy zaczęli się na mnie dziwnie patrzeć. Nie ma się co dziwić, w końcu po co spędziłam cały dzień z nauczycielką? - To moja ciocia - wyjaśniłam. Leon cały czas stał z założonymi rękoma, to znaczy, że nadal mi nie wierzy. Trudno, nie będę go do niczego zmuszać. Odwróciłam się i ze łzami w oczach wybiegłam z klasy. Biegłam przed siebie ile sił w nogach. Kiedy dobiegłam do parku czerwonych drzew, usiadłam pod jednym z nich i zaczęłam płakać.
Maxi
- Brawo - powiedziała Fran.
- Zrób coś - wrzasnęła Ludmi i wybiegła z klasy, a za nią Fran, Cami i Naty. Oby znalazły Tini i żeby nic jej nie było.
- Stary, co Ty odwalasz? - zapytał spokojnie Broadway. W tym samym momencie do klasy Beto weszła Angie.
- Dobrze, że jesteś - powiedziałem. - Angie powiedz nam czy spędziłaś wczoraj cały dzień z Violą? Już wiemy o tym, że jesteś jej ciocią - uśmiechnąłem się do niej.
- Tak, od rana do późnej nocy, cały dzień byłyśmy razem - powiedziała. Spojrzała po kolei na każdego z nas. - Stało się coś?
- Poza tym, że jestem największym kretynem, to nie - powiedział Leon i wybiegł z klasy. Nareszcie zrozumiał swój błąd. Teraz musi to naprawić.
Naty
Znalazłyśmy ją pod jakimś drzewem, siedziała cała zapłakana i cały czas powtarzała "Głupi Diego wszystko zniszczył" Nic nie mówiąc usiadłyśmy koło niej i wszystkie się do siebie przytuliłyśmy. Szkoda mi Violi, cały czas coś jej staje na przeszkodzie i nie może być z Leonem.
- Myślicie, że jeszcze będziemy razem? - zapytała cicho Viola.
- Na pewno, przecież nie możecie bez siebie żyć - powiedziała Cami.
- To może czas najwyższy się nauczyć - westchnęła Tini. - Nie, co ja gadam. Przecież go kocham - znowu zaczęła płakać. Wtuliła się w Cami, w tym samym momencie podbiegł do nas Leon.
- Viola.. - zaczął niepewnie, podniosła głowę. Była cała zapłakana i rozmazana. Wszystkie wstałyśmy i odeszłyśmy, żeby mogli zostać sami. Viola nadal siedziała pod drzewem, a Leon usiadł obok niej.
MartuLLa.
środa, 15 maja 2013
13.
Violetta
Od ponad godziny siedzimy w szpitalu. Jesteśmy wszyscy, strasznie martwimy się o Tomasa. Ciągle czekamy na jakieś informacje, ale nikt nic nie wie.. Siedzimy pod jedną ścianą, wszyscy w siebie wtuleni, nikt nic nie mówi, no bo co mamy powiedzieć? Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Diego pobił Tomasa, jeszcze popołudniu byliśmy razem w Resto, śmialiśmy się, a teraz on jest tutaj, a my nawet nie wiemy co mu jest.. Nawet nie chcę tak myśleć, ale mam takie przeczucie, że gdyby Ludmi nie pojawiła się przy Tomasie, to już by go z nami nie było. Całe szczęście, że ten psychol nie zrobił jej krzywdy, bo jak bym go dorwała, to mógłby tego nie przeżyć.
Ludmiła
Mam już dość tego ciągłego czekania, wiem, że minęła dopiero godzina, ale chciałabym wiedzieć cokolwiek. Cieszę się, że Viola zadzwoniła do reszty i wszyscy tu są, bardzo to doceniam. Cały czas zastanawiam się czemu Diego tak pobił Tomasa, przecież już bardzo długo był spokój, nie odzywał się do nas, zostawił nas w spokoju. O co mu chodzi?
W tym samym czasie. Diego.
Gdyby ta głupia blondyna się nie pojawiła, już by było po tym idiocie. Ale teraz ma chociaż nauczkę, że ze mną się nie zadziera. Mógł mi się nie sprzeciwiać, to nic by mu się nie stało, a tak niech walczy o to swoje nędzne życie w szpitalu. Mam nadzieje, że mu się nie uda i nie będę musiał na niego patrzeć. W sumie nic takiego nie zrobił, miał swoje zdanie, ale ma pecha, że postawił się właśnie mnie. Ja jestem Diego mi się nikt nie sprzeciwia. Nawet ten głupi Verdas nie próbował mi się sprzeciwić, tylko robił to co każę. Teraz pewnie waruje jak pies pod salą Tomasa, w końcu się przyjaźnią od wielu lat. Ale co mnie to, na moje jeden może zgnić pod salą, a drugi może wcale się nie obudzić.
Następnego dnia. Szpital.
Maxi
Ani na chwilę nie zmrużyłem oka, cały czas czekamy na jakieś informacje. Nie wiem, dlaczego jeszcze nic nam nie powiedzieli, przecież już na pewno coś wiedzą.. Ludmi cały czas wtula się Violę, odkąd wczoraj ją zobaczyła, nie dopuszcza do siebie nikogo innego. Ale w sumie nie ma się co dziwić, po takich przeżyciach, dobrze, że chociaż komuś pozwala przy sobie być. Naty na chwilę zasnęła oparta o moje ramie, jest taka słodka jak śpi. Maxi Ty głupku - pomyślałem.- Twój przyjaciel walczy o życie, a Ty myślisz o swojej dziewczynie. No ale co mam zrobić, tak bardzo ją kocham..
- Mówisz o tym młodym chłopaku? Heredia tak? - usłyszałem jednego z lekarzy. - Nieciekawy przypadek, ale wyjdzie z tego. To młody chłopak, silny organizm, będzie zdrowy. A teraz trzeba iść to powiedzieć tej grupie młodych ludzi, którzy od wczoraj cały czas czekają na jakąś informację - skończył, wyszedł z gabinetu i podszedł do nas. Powiedział dokładnie to samo, co przed chwilą. Ludmi od razu się trochę ożywiłam, aż oczy jej rozbłysły.
- Można do niego iść - zapytała z nadzieją. Lekarz się zgodził, więc szybko weszła do sali Tomasa. Viola od razu przytuliła się do Leona. Widziałem, że jest szczęśliwa, że Tomas będzie zdrowy, ale od wczoraj ani na moment nie odeszła od Ludmi, cały czas przy niej była. To się nazywa prawdziwa przyjaciółka. Obudziłem Naty i opowiedziałem jej o wszystkim, najpierw na mnie nakrzyczała, że jej nie obudziłem wcześniej, ale później szczerze ucieszyła się, że z Tomasem będzie wszystko okej.
Ludmiła
- Tomas wiem, że mnie słyszysz. Musisz być zdrowy, musisz wrócić do nas, do mnie. Dłużej bez Ciebie nie wytrzymam - mówiłam ze łzami w oczach. - Tak bardzo Cię kocham, nie mogę Cię stracić. Proszę Cię, wyzdrowiej jak najszybciej.. - Całkiem się rozkleiłam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jak wiele dla mnie znaczy, jest dla mnie wszystkim. Kocham go najbardziej na świecie. Musi wyzdrowieć, być z nami, ze mną. Musi. Ale teraz muszę pojechać na policję, złożyć zeznania. Diego pożałuje, że to zrobił.
Dwa tygodnie później
Leon
Codziennie na zmianę siedzimy u Tomasa. Ludmiła oczywiście nie odstępuje go na krok, raz wyszła tylko złożyć zeznania i od tamtej pory nie rusza się ze szpitala. Tomas już jest przytomny, normalnie z nami rozmawia, śmieje się, cieszy się, że cały czas ma gości. Czasami narzeka, że coś go boli, ale nie ma się co dziwić, jest cały poobijany. Lekarze są szczęśliwi, że tylko tak się to skończyło. Wszyscy złożyliśmy zeznania w sprawie Diego, policja już go szuka, ale on jakby zapadł się pod ziemie, nigdzie go nie ma. Ale prędzej czy później go zamkną i odpowie za wszystko co zrobił.
Tydzień później
Tomas
W sobotę wszedłem po 3 tygodniach ze szpitala wreszcie mogłęm wrócić do domu. Dzisiaj nareszcie wracam do studio. Bardzo się cieszę, nareszcie będę mógł normalnie chodzić do szkoły, spotykać się ze znajomymi. I co najważniejsze będę mógł normalnie spotykać się z Ludmi.
Violetta
Przyszłam dzisiaj wcześniej do studio, chciałam na spokojnie skończyć pisać swoją piosenkę na tą 10 rocznicę. Kiedy wchodziłam do szkoły moją uwagę przykuł ogromny plakat wiszący na ścianie. Pamiętam jak robili nam te zdjęcia, Tomas jeszcze wtedy leżał w szpitalu. Zastanawiam się tylko skąd wzięli zdjęcie Diego, na dodatek musieli go wstawić koło mnie.
- Też mi się nie podoba ten plakat - usłyszałam za swoimi plecami. Leon nawet nie musiał widzieć mojej miny, żeby wiedzieć co myślę.
- Byłby fajny, gdyby nie ten burak - powiedziałam wkurzona. Odwróciłam się do niego i mocno go przytuliłam. - A dlaczego jesteś tutaj tak szybko?
- Przyszedłem skończyć piosenkę - uśmiechnął się do mnie.
- Nie ma mowy - powiedziałam. - Ja dziś kończę swoją piosenkę - powiedziałam i pobiegłam do klasy Beto. Szybko podbiegłam do keyboard'u, rozłożyłam nuty i zaczęłam grać. Leon spokojnym krokiem wszedł do klasy, stanął za mną i mnie przytulił.
- Pomóc Ci? - szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się, był taki kochany.
- Jasne - Leon zaczął grać, a ja zaczęłam śpiewać. Po około 20 minutach piosenka była skończona. Mam nadzieję, że Pablo będzie zadowolony z mojego dzieła. Napisałam ją dla wszystkich, każdy będzie śpiewał. Wyszła cudownie.
- A Ty jaką piosenkę chcesz skończyć ? - zapytałam zdziwiona. W końcu ani Angie ani Pablo nie kazali nam ostatnio pracować w duetach albo grupach.
- Napisałem ją dla Ciebie - powiedział i uśmiechnął się do mnie. - Chcesz posłuchać ?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się do niego. Leon zaczął śpiewać Voy por ti, kiedy skończył zaczęłam bić mu brawo.
- Jest świetna - powiedział Tomas wchodząc do sali Beto, od razu do niego podbiegłam i go przytuliłam. Leon też podszedł się przywitać. Tak bardzo się cieszyliśmy, że wrócił, że jest cały i zdrowy. Chwilę pogadaliśmy i zaczęli się schodzić inni, wszyscy ciepło witali Tomasa. Nareszcie jesteśmy w pełnym składzie. To jest najważniejsze. Poszliśmy na zajęcia z Angie, w klasie było głośno, wszyscy się śmiali, Angie wcale nie mogła nad nami zapanować, powiedziała tylko, że mamy przygotować całą grupą jakąś piosenkę i poszła do Pablo. Od razu zaproponowałam im żebyśmy zaśpiewali moją piosenkę - Ser mejor, Pablo będzie mógł ocenić czy nadaje się na tą rocznicę. Zaczęliśmy rozmawiać o podziale tekstu, tak żeby każdy coś zaśpiewał.
- Ja też mogę coś zaśpiewać - zapytał z głupim uśmieszkiem Diego. Leon odruchowo przysunął się do mnie, zresztą wszyscy zbliżyliśmy się do siebie.
- Co tu robisz? - wrzasnął Maxi
- Chodzę tu do szkoły sieroto - odpowiedział cały czas głupio się śmieją.
- Już niedługo - powiedziała spokojnie Ludmi.
- O Tomas, widzę, że już wszystko dobrze - udawał przejętego. - I po co wszyscy tak panikowaliście?
Jak on mnie wkurza, najchętniej podeszłabym do niego i zdjęła mu z twarzy ten głupi uśmieszek. Po co on tu w ogóle wracał ? Nikt go tu nie chcę, nikt go nie lubi.
- Lepiej stąd idź - powiedziałam ze złością w głosie. - Nikt Cię tu nie chcę.
- Viola nie bądź taka - powiedział uśmiechając się. - Przecież wczoraj jak byliśmy sami mówiłaś coś innego.
- Co?! - wrzasnęłam. - Nikt Ci w to nie uwierzy. Ciągle tylko kłamiesz, znajdź sobie inne hobby - odwróciłam się do reszty. - Chodźcie stąd, po co tracić czas na takiego buraka. - W tym samym momencie do klasy weszło dwóch policjantów.
- Zgaduję, że to Ty jesteś Diego? - zapytał jeden z nich. Diego już chciał zaprzeczyć, ale wszyscy krzyknęliśmy 'TAK!'. Funkcjonariusze zabrali go ze studio. Mam nadzieję, że już więcej go nie zobaczę. Dość już narobił nam problemów.
- Jutro u mnie o 17 - szepnęła mi do ucha Fran. - Naty ma urodziny.
Kurczę, z tego wszystkiego zupełnie o tym zapomniałam, ale po tym wszystkim, co ostatnio się wydarzyło będziemy mogli wreszcie się wyluzować..
MartuLLa.
Od ponad godziny siedzimy w szpitalu. Jesteśmy wszyscy, strasznie martwimy się o Tomasa. Ciągle czekamy na jakieś informacje, ale nikt nic nie wie.. Siedzimy pod jedną ścianą, wszyscy w siebie wtuleni, nikt nic nie mówi, no bo co mamy powiedzieć? Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Diego pobił Tomasa, jeszcze popołudniu byliśmy razem w Resto, śmialiśmy się, a teraz on jest tutaj, a my nawet nie wiemy co mu jest.. Nawet nie chcę tak myśleć, ale mam takie przeczucie, że gdyby Ludmi nie pojawiła się przy Tomasie, to już by go z nami nie było. Całe szczęście, że ten psychol nie zrobił jej krzywdy, bo jak bym go dorwała, to mógłby tego nie przeżyć.
Ludmiła
Mam już dość tego ciągłego czekania, wiem, że minęła dopiero godzina, ale chciałabym wiedzieć cokolwiek. Cieszę się, że Viola zadzwoniła do reszty i wszyscy tu są, bardzo to doceniam. Cały czas zastanawiam się czemu Diego tak pobił Tomasa, przecież już bardzo długo był spokój, nie odzywał się do nas, zostawił nas w spokoju. O co mu chodzi?
W tym samym czasie. Diego.
Gdyby ta głupia blondyna się nie pojawiła, już by było po tym idiocie. Ale teraz ma chociaż nauczkę, że ze mną się nie zadziera. Mógł mi się nie sprzeciwiać, to nic by mu się nie stało, a tak niech walczy o to swoje nędzne życie w szpitalu. Mam nadzieje, że mu się nie uda i nie będę musiał na niego patrzeć. W sumie nic takiego nie zrobił, miał swoje zdanie, ale ma pecha, że postawił się właśnie mnie. Ja jestem Diego mi się nikt nie sprzeciwia. Nawet ten głupi Verdas nie próbował mi się sprzeciwić, tylko robił to co każę. Teraz pewnie waruje jak pies pod salą Tomasa, w końcu się przyjaźnią od wielu lat. Ale co mnie to, na moje jeden może zgnić pod salą, a drugi może wcale się nie obudzić.
Następnego dnia. Szpital.
Maxi
Ani na chwilę nie zmrużyłem oka, cały czas czekamy na jakieś informacje. Nie wiem, dlaczego jeszcze nic nam nie powiedzieli, przecież już na pewno coś wiedzą.. Ludmi cały czas wtula się Violę, odkąd wczoraj ją zobaczyła, nie dopuszcza do siebie nikogo innego. Ale w sumie nie ma się co dziwić, po takich przeżyciach, dobrze, że chociaż komuś pozwala przy sobie być. Naty na chwilę zasnęła oparta o moje ramie, jest taka słodka jak śpi. Maxi Ty głupku - pomyślałem.- Twój przyjaciel walczy o życie, a Ty myślisz o swojej dziewczynie. No ale co mam zrobić, tak bardzo ją kocham..
- Mówisz o tym młodym chłopaku? Heredia tak? - usłyszałem jednego z lekarzy. - Nieciekawy przypadek, ale wyjdzie z tego. To młody chłopak, silny organizm, będzie zdrowy. A teraz trzeba iść to powiedzieć tej grupie młodych ludzi, którzy od wczoraj cały czas czekają na jakąś informację - skończył, wyszedł z gabinetu i podszedł do nas. Powiedział dokładnie to samo, co przed chwilą. Ludmi od razu się trochę ożywiłam, aż oczy jej rozbłysły.
- Można do niego iść - zapytała z nadzieją. Lekarz się zgodził, więc szybko weszła do sali Tomasa. Viola od razu przytuliła się do Leona. Widziałem, że jest szczęśliwa, że Tomas będzie zdrowy, ale od wczoraj ani na moment nie odeszła od Ludmi, cały czas przy niej była. To się nazywa prawdziwa przyjaciółka. Obudziłem Naty i opowiedziałem jej o wszystkim, najpierw na mnie nakrzyczała, że jej nie obudziłem wcześniej, ale później szczerze ucieszyła się, że z Tomasem będzie wszystko okej.
Ludmiła
- Tomas wiem, że mnie słyszysz. Musisz być zdrowy, musisz wrócić do nas, do mnie. Dłużej bez Ciebie nie wytrzymam - mówiłam ze łzami w oczach. - Tak bardzo Cię kocham, nie mogę Cię stracić. Proszę Cię, wyzdrowiej jak najszybciej.. - Całkiem się rozkleiłam. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jak wiele dla mnie znaczy, jest dla mnie wszystkim. Kocham go najbardziej na świecie. Musi wyzdrowieć, być z nami, ze mną. Musi. Ale teraz muszę pojechać na policję, złożyć zeznania. Diego pożałuje, że to zrobił.
Dwa tygodnie później
Leon
Codziennie na zmianę siedzimy u Tomasa. Ludmiła oczywiście nie odstępuje go na krok, raz wyszła tylko złożyć zeznania i od tamtej pory nie rusza się ze szpitala. Tomas już jest przytomny, normalnie z nami rozmawia, śmieje się, cieszy się, że cały czas ma gości. Czasami narzeka, że coś go boli, ale nie ma się co dziwić, jest cały poobijany. Lekarze są szczęśliwi, że tylko tak się to skończyło. Wszyscy złożyliśmy zeznania w sprawie Diego, policja już go szuka, ale on jakby zapadł się pod ziemie, nigdzie go nie ma. Ale prędzej czy później go zamkną i odpowie za wszystko co zrobił.
Tydzień później
Tomas
W sobotę wszedłem po 3 tygodniach ze szpitala wreszcie mogłęm wrócić do domu. Dzisiaj nareszcie wracam do studio. Bardzo się cieszę, nareszcie będę mógł normalnie chodzić do szkoły, spotykać się ze znajomymi. I co najważniejsze będę mógł normalnie spotykać się z Ludmi.
Violetta
Przyszłam dzisiaj wcześniej do studio, chciałam na spokojnie skończyć pisać swoją piosenkę na tą 10 rocznicę. Kiedy wchodziłam do szkoły moją uwagę przykuł ogromny plakat wiszący na ścianie. Pamiętam jak robili nam te zdjęcia, Tomas jeszcze wtedy leżał w szpitalu. Zastanawiam się tylko skąd wzięli zdjęcie Diego, na dodatek musieli go wstawić koło mnie.
- Też mi się nie podoba ten plakat - usłyszałam za swoimi plecami. Leon nawet nie musiał widzieć mojej miny, żeby wiedzieć co myślę.
- Byłby fajny, gdyby nie ten burak - powiedziałam wkurzona. Odwróciłam się do niego i mocno go przytuliłam. - A dlaczego jesteś tutaj tak szybko?
- Przyszedłem skończyć piosenkę - uśmiechnął się do mnie.
- Nie ma mowy - powiedziałam. - Ja dziś kończę swoją piosenkę - powiedziałam i pobiegłam do klasy Beto. Szybko podbiegłam do keyboard'u, rozłożyłam nuty i zaczęłam grać. Leon spokojnym krokiem wszedł do klasy, stanął za mną i mnie przytulił.
- Pomóc Ci? - szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się, był taki kochany.
- Jasne - Leon zaczął grać, a ja zaczęłam śpiewać. Po około 20 minutach piosenka była skończona. Mam nadzieję, że Pablo będzie zadowolony z mojego dzieła. Napisałam ją dla wszystkich, każdy będzie śpiewał. Wyszła cudownie.
- A Ty jaką piosenkę chcesz skończyć ? - zapytałam zdziwiona. W końcu ani Angie ani Pablo nie kazali nam ostatnio pracować w duetach albo grupach.
- Napisałem ją dla Ciebie - powiedział i uśmiechnął się do mnie. - Chcesz posłuchać ?
- Oczywiście - uśmiechnęłam się do niego. Leon zaczął śpiewać Voy por ti, kiedy skończył zaczęłam bić mu brawo.
- Jest świetna - powiedział Tomas wchodząc do sali Beto, od razu do niego podbiegłam i go przytuliłam. Leon też podszedł się przywitać. Tak bardzo się cieszyliśmy, że wrócił, że jest cały i zdrowy. Chwilę pogadaliśmy i zaczęli się schodzić inni, wszyscy ciepło witali Tomasa. Nareszcie jesteśmy w pełnym składzie. To jest najważniejsze. Poszliśmy na zajęcia z Angie, w klasie było głośno, wszyscy się śmiali, Angie wcale nie mogła nad nami zapanować, powiedziała tylko, że mamy przygotować całą grupą jakąś piosenkę i poszła do Pablo. Od razu zaproponowałam im żebyśmy zaśpiewali moją piosenkę - Ser mejor, Pablo będzie mógł ocenić czy nadaje się na tą rocznicę. Zaczęliśmy rozmawiać o podziale tekstu, tak żeby każdy coś zaśpiewał.
- Ja też mogę coś zaśpiewać - zapytał z głupim uśmieszkiem Diego. Leon odruchowo przysunął się do mnie, zresztą wszyscy zbliżyliśmy się do siebie.
- Co tu robisz? - wrzasnął Maxi
- Chodzę tu do szkoły sieroto - odpowiedział cały czas głupio się śmieją.
- Już niedługo - powiedziała spokojnie Ludmi.
- O Tomas, widzę, że już wszystko dobrze - udawał przejętego. - I po co wszyscy tak panikowaliście?
Jak on mnie wkurza, najchętniej podeszłabym do niego i zdjęła mu z twarzy ten głupi uśmieszek. Po co on tu w ogóle wracał ? Nikt go tu nie chcę, nikt go nie lubi.
- Lepiej stąd idź - powiedziałam ze złością w głosie. - Nikt Cię tu nie chcę.
- Viola nie bądź taka - powiedział uśmiechając się. - Przecież wczoraj jak byliśmy sami mówiłaś coś innego.
- Co?! - wrzasnęłam. - Nikt Ci w to nie uwierzy. Ciągle tylko kłamiesz, znajdź sobie inne hobby - odwróciłam się do reszty. - Chodźcie stąd, po co tracić czas na takiego buraka. - W tym samym momencie do klasy weszło dwóch policjantów.
- Zgaduję, że to Ty jesteś Diego? - zapytał jeden z nich. Diego już chciał zaprzeczyć, ale wszyscy krzyknęliśmy 'TAK!'. Funkcjonariusze zabrali go ze studio. Mam nadzieję, że już więcej go nie zobaczę. Dość już narobił nam problemów.
- Jutro u mnie o 17 - szepnęła mi do ucha Fran. - Naty ma urodziny.
Kurczę, z tego wszystkiego zupełnie o tym zapomniałam, ale po tym wszystkim, co ostatnio się wydarzyło będziemy mogli wreszcie się wyluzować..
MartuLLa.
poniedziałek, 13 maja 2013
12.
Violetta
Byliśmy już przed domem Leona, tyle razy byłam już u niego w domu, ale pierwszy raz tak się stresuję. Leon mówi, że nie mam czym, ale co ona tam wie..
- Gotowa? - z rozmyślań wyrwał mnie Leon.
- Nie, mogę iść do domu? - zaśmiał się. - I z czego się śmiejesz? Nigdy nie byłam tak zestresowana, może..-zaczęłam, ale z domu wyszła mama Leona i mi przerwała.
- Leon, nie trzymaj dziewczyny przed drzwiami - powiedziała. - Chodź Violu, czekamy na Ciebie - uśmiechnęła się do mnie, odpowiedziałam jej tym samym.
- Dzień dobry - powiedziałam mijając ją w drzwiach.
- Dzień dobry - odpowiedziała i przytuliła mnie. Tego się nie spodziewałam, to było bardzo miłe. Dzięki temu jednemu gestowi, zapomniałam o wszystkich moich lękach. Jeszcze tylko muszę poznać tatę Leona i będzie po stresie.
- Dzień dobry - powiedział ojciec Leona wychodząc z salonu. Wyciągnął w moją stronę rękę, uścisnęłam ją, a on pocałował moją dłoń.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się do niego.
- I widzisz, nie było się czego bać - szepnął mi na ucho Leon.
- No wiesz Leoś, w towarzystwie się nie szepcze - zaśmiała się jego mama. - Nie stójmy tak w korytarzu, zapraszam do salonu. - złapała mnie za rękę i zaprowadziła, do tak dobrze znanego mi salonu. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, na stole stało tyle jedzenia, że pół wojska by się najadło. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Cały czas rozmawiając, śmiejąc się.
- Violu powiedz mi jak Ty wytrzymujesz z Leonem, przecież on jest taki okropny i marudny - zapytał tata Leona.
- Jakoś daję radę - zaśmiałam się.
- Ale jesteś - powiedział Leon. - Nie będę mówił na głos, kto tu jest gorszą marudą.
- O mnie mówisz ? - zaczęłam mu wbijać palce w żebra, wiedziałam, że ma tam łaskotki. Zaczął się wyginać.
- Dobra, już starczy. Więcej nie będę - zaczęliśmy się śmiać.
- Są dokładnie tacy jak my - powiedziała mama Leona do jego taty. Rzeczywiście nie miałam się czym denerwować, rodzice Leona są tacy kochani i mili, uwielbiają żartować. Było naprawdę bardzo wesoło. A kolacja była przepyszna, pani Verdas bardzo się postarała.
- No to ja porywam Violę na górę - powiedział Leon kiedy skończyliśmy jeść.
- Myślałam, że jeszcze sobie pogadamy - powiedziała smutno mama Leona. Wymownie spojrzałam na Leona. Uśmiechnął się do mnie.
- No dobrze, to później pójdziemy na górę - mama Leona bardzo się ucieszyła. Poszliśmy na kanapę i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Mama Leona opowiedziała mi o nim parę ciekawych rzeczy i pokazała mi jego zdjęcia jak był mały, był taki słodziutki.
- Violu opowiedz coś o sobie - zachęcił mnie tata Leona. - Nie mieszkasz tutaj długo prawda?
- Nie - odpowiedziałam. - Niedawno się przeprowadziłam, od 5 roku życia mieszkałam z tatą w Madrycie.
- Twoim ojcem jest German Castillo ? - zapytała mnie pani Verdas
- Tak - uśmiechnęłam się do niej. - Zna go pani ?
- Tak, chodziłam z nim do szkoły, ale pewnie mnie nie pamięta. Cały czas biegał za Maria Saramego - uśmiechnęłam się do mamy Leona.
- Pamięta ją pani?
- Oczywiście, wiele lat się przyjaźniłyśmy. Dopiero w liceum coś nas poróżniło, już nawet nie pamiętam co.
- Mogłaby mi pani coś o niej opowiedzieć? - byłam pełna nadziei, dowiem się jeszcze czegoś o mamie. Pani Verdas zaczęła opowiadać mi o mamie, o tym jaka była w moim wieku, jak bardzo uwielbiała śpiewać. Powiedziała mi, że zawsze stała murem za swoją siostrą Angie.
- Mimo, że nie miałyśmy ze sobą za dużo kontaktu w liceum, doskonale widziałam jak bardzo kochała Germana. Twoja mama była wspaniałą osobą Violu - uśmiechnęła się do mnie. - Jesteś do niej bardzo podobna, nie tylko z wyglądu.
- Dziękuję, bardzo pani dziękuję - powiedziałam z łzami w oczach, mama Leona tylko mnie przytuliła. Byłam jej taka wdzięczna za tą opowieść o mamie.
Byliśmy już przed domem Leona, tyle razy byłam już u niego w domu, ale pierwszy raz tak się stresuję. Leon mówi, że nie mam czym, ale co ona tam wie..
- Gotowa? - z rozmyślań wyrwał mnie Leon.
- Nie, mogę iść do domu? - zaśmiał się. - I z czego się śmiejesz? Nigdy nie byłam tak zestresowana, może..-zaczęłam, ale z domu wyszła mama Leona i mi przerwała.
- Leon, nie trzymaj dziewczyny przed drzwiami - powiedziała. - Chodź Violu, czekamy na Ciebie - uśmiechnęła się do mnie, odpowiedziałam jej tym samym.
- Dzień dobry - powiedziałam mijając ją w drzwiach.
- Dzień dobry - odpowiedziała i przytuliła mnie. Tego się nie spodziewałam, to było bardzo miłe. Dzięki temu jednemu gestowi, zapomniałam o wszystkich moich lękach. Jeszcze tylko muszę poznać tatę Leona i będzie po stresie.
- Dzień dobry - powiedział ojciec Leona wychodząc z salonu. Wyciągnął w moją stronę rękę, uścisnęłam ją, a on pocałował moją dłoń.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się do niego.
- I widzisz, nie było się czego bać - szepnął mi na ucho Leon.
- No wiesz Leoś, w towarzystwie się nie szepcze - zaśmiała się jego mama. - Nie stójmy tak w korytarzu, zapraszam do salonu. - złapała mnie za rękę i zaprowadziła, do tak dobrze znanego mi salonu. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, na stole stało tyle jedzenia, że pół wojska by się najadło. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść. Cały czas rozmawiając, śmiejąc się.
- Violu powiedz mi jak Ty wytrzymujesz z Leonem, przecież on jest taki okropny i marudny - zapytał tata Leona.
- Jakoś daję radę - zaśmiałam się.
- Ale jesteś - powiedział Leon. - Nie będę mówił na głos, kto tu jest gorszą marudą.
- O mnie mówisz ? - zaczęłam mu wbijać palce w żebra, wiedziałam, że ma tam łaskotki. Zaczął się wyginać.
- Dobra, już starczy. Więcej nie będę - zaczęliśmy się śmiać.
- Są dokładnie tacy jak my - powiedziała mama Leona do jego taty. Rzeczywiście nie miałam się czym denerwować, rodzice Leona są tacy kochani i mili, uwielbiają żartować. Było naprawdę bardzo wesoło. A kolacja była przepyszna, pani Verdas bardzo się postarała.
- No to ja porywam Violę na górę - powiedział Leon kiedy skończyliśmy jeść.
- Myślałam, że jeszcze sobie pogadamy - powiedziała smutno mama Leona. Wymownie spojrzałam na Leona. Uśmiechnął się do mnie.
- No dobrze, to później pójdziemy na górę - mama Leona bardzo się ucieszyła. Poszliśmy na kanapę i zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Mama Leona opowiedziała mi o nim parę ciekawych rzeczy i pokazała mi jego zdjęcia jak był mały, był taki słodziutki.
- Violu opowiedz coś o sobie - zachęcił mnie tata Leona. - Nie mieszkasz tutaj długo prawda?
- Nie - odpowiedziałam. - Niedawno się przeprowadziłam, od 5 roku życia mieszkałam z tatą w Madrycie.
- Twoim ojcem jest German Castillo ? - zapytała mnie pani Verdas
- Tak - uśmiechnęłam się do niej. - Zna go pani ?
- Tak, chodziłam z nim do szkoły, ale pewnie mnie nie pamięta. Cały czas biegał za Maria Saramego - uśmiechnęłam się do mamy Leona.
- Pamięta ją pani?
- Oczywiście, wiele lat się przyjaźniłyśmy. Dopiero w liceum coś nas poróżniło, już nawet nie pamiętam co.
- Mogłaby mi pani coś o niej opowiedzieć? - byłam pełna nadziei, dowiem się jeszcze czegoś o mamie. Pani Verdas zaczęła opowiadać mi o mamie, o tym jaka była w moim wieku, jak bardzo uwielbiała śpiewać. Powiedziała mi, że zawsze stała murem za swoją siostrą Angie.
- Mimo, że nie miałyśmy ze sobą za dużo kontaktu w liceum, doskonale widziałam jak bardzo kochała Germana. Twoja mama była wspaniałą osobą Violu - uśmiechnęła się do mnie. - Jesteś do niej bardzo podobna, nie tylko z wyglądu.
- Dziękuję, bardzo pani dziękuję - powiedziałam z łzami w oczach, mama Leona tylko mnie przytuliła. Byłam jej taka wdzięczna za tą opowieść o mamie.
Taaaaaaaki słodziak z tego mojego Leona !
Oczka ma śliczne od zawsze.
Leon
Nawet nie wiedziałem, że moja mama przyjaźniła się kiedyś z mamą Violi. Kiedy skończyła o niej opowiadać, widziałem, ze obie się wzruszyły, a tata zupełnie nic nie mówił. Pomyślałem, że to odpowiednia chwila, żeby zabrać Violę na górę.
- To co Tini, idziemy na górę - uśmiechnąłem się do niej.
- Dlaczego Tini ? - zapytał tata
- Jak byliśmy małymi dziećmi Broadway nie potrafił powiedzieć Violetta, dlatego zaczął nazywać mnie Tini i tak zostało. Kiedyś tylko on tak do mnie mówił, teraz to się przyjęło i każdy tak mówi - wytłumaczyła Viola.
- Nasz Broadway? - zdziwiła się mama
- Tak, Viola i Broadway znają się od urodzenia. Ich ojcowie robią razem interesy - wytłumaczyłem mamie.
- Jaki ten świat mały - uśmiechnęła się mama. Złapałem Violę za rękę i zaprowadziłem do swojego pokoju.
- Miałeś rację - zaczęła. - Twoi rodzice są cudowni - powiedziała i przytuliła się do mnie. Nagle jej uwagę przykuło zdjęcie na moim stoliku nocnym.
- Zupełnie nie spodziewałam się tego, że masz moje zdjęcie. Skąd je w ogóle masz ?
- Dostałem - uśmiechnąłem się do niej.
- Przecież to zdjęcie miała tylko Angie. Tak po prostu Ci je dała? - słyszałem w jej głosie zdziwienie.
- Tak. Ty masz moje zdjęcia, więc ja mam Twoje - uśmiechnęła się i pocałowała mnie. Wtedy zadzwonił jej telefon.
- To Ludmi - wytłumaczyła. - Nie dzwoniłaby bez powodu. Halo? Gdzie jest? Tak, zaraz będziemy - szybko się rozłączyła i pociągnęła mnie za rękę do wyjścia.
- Co się stało? - zapytałem, byłem naprawdę zmartwiony.
- Tomas.. - zaczęła. - Jest w szpitalu. Podobno Diego go pobił..
MartuLLa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)





